Jakub Dudek

Atawizm

· in English

Król Edward nosił tyranię we krwi. Żyła tam tak, jak żyje każda żywa tkanka — ukryta w komórkach, zagnieżdżona w genotypie1. I w tym genotypie tyrania przetrwała. Sto pięćdziesiąt sześć bajtów2 informacji wystarczyło, by przetrwać.

Powiedział: "Skazać go na śmierć" — i uśmiechnął się. Wstał z krzesła, zawahał się, po czym usiadł z powrotem. Między ruchem wstawania a siadania dostrzegłem, na najkrótszą chwilę, coś jak ukłon. Jakby tłumił stary instynkt, zanim zdążył się ujawnić.

Lata wcześniej Anna — moja pierwsza miłość, moja pierwsza poważna partnerka — zauważyła kiedyś mój nawyk. "Kiedy myślisz", powiedziała, "przyciskasz dłoń do czoła". Już nie pamiętam, czy uznała to za słodkie, czy dziwne. Pamiętam tylko, że nie potrafiła tych dwóch uczuć pogodzić jednocześnie.

Zmusiłem się, by porzucić ten nawyk na tydzień. Kiedy próbowałem myśleć, myślałem tylko o ręce. Kiedy myślałem o ręce, nie mogłem myśleć o niczym innym. Pod koniec tygodnia nawyk wrócił sam3.

Bawi mnie teraz to, że król Edward nie pokłoni się jutro. Ani pojutrze. Ani nigdy więcej. Jego koronacja odbyła się dwa tygodnie temu. Pomyślałem: jestem całkiem szybki w zmienianiu nawyków. Z pewnością szybszy niż nasz nowy, nędzny król.

Był jeden nawyk, którego nigdy nie zamierzałem stracić: wulgaryzmy umieszczane w myślach, których nie mogłem wypowiedzieć na głos. Nie po to, by nadać słowom większą siłę, lecz by je jakoś naznaczyć. Nigdy nie wypowiedziałem ich publicznie — ani po alkoholu, ani pod czymś mocniejszym.

Król mówił dalej, nakręcony jak mechaniczna zabawka4: "Za tydzień wydam dekret zakazujący konsumpcji, sprzedaży lub zakupu jakichkolwiek twardych substancji. Polscy chłopcy mają pić alkohol. Niech żyje alkohol".

Tomasz — ten, który został skazany na śmierć — miał dwadzieścia cztery lata. Od roku pracował w Królewskim Instytucie Cyberobrony. Skończył dobre studia, z dobrymi wynikami, i wierzył, że jego życie wreszcie nabiera kształtu.

Poprzez łańcuch drobnych przypadków, które Sąd później zinterpretuje jako skomplikowany plan wymyślony przez obcy wywiad, Tomasz znalazł się 10 listopada 2025 roku na posterunku policji w centrum Krakowa. Zarzuty były proste i druzgocące: szpiegostwo na rzecz Wiednia oraz posiadanie jednego grama czystego MDMA.

Czy szpiegował dla Wiednia? Nie. Był jedynie nieostrożny. Zofia, dziewczyna, którą poznał na aplikacji randkowej, rzeczywiście była szpiegiem.

Rok wcześniej Tomasz patrzył na Austriaków z pewnym rodzajem miękkiego uprzedzenia, choć dorastał w kraju, którego samo istnienie było wynikiem ich porażek i ich uporu — kraju, którego historia wisiała jak ciężka kurtyna nad wszystkim, co Kraków wciąż uparcie nazywał polityką.

Ludzie od dawna zaakceptowali ideę, że Galicja5, uformowana po wielkiej wojnie zakończonej w 1946 roku, była naturalnym porządkiem rzeczy. Rzadko rozważali ją jako konsekwencję powolnego imperialnego rozpadu — imperium, które trzymało te ziemie razem jak źle zrośniętą kość w gipsie.

Wszyscy znali historię powtarzaną w szkołach suchym, obowiązkowym tonem: że monarchia Habsburgów, bez Franciszka Józefa, przetrwała w słabszej, bardziej kruchej formie; że niepodległość Polski w 1918 roku jakoś ominęła Galicję; że wojna rozpoczęta w 1941 i zakończona pięć lat później wyrwała ją z federacji i zasadziła jako bufor między Wschodem a Zachodem; że Kraków stał się stolicą nie z wyboru, lecz dlatego, że Stalin tak narysował mapę.

Tomasz powtarzał te daty jak katechizm, nigdy nie czując ich ciężaru. Aż do dnia, gdy zobaczył własną rękę w kajdankach i zrozumiał, że w tym kraju historia nie była dekoracją. Była glebą — taką, w której podejrzenia, obsesje i ciche małe wojny służb rosły jak korzenie.

Dlatego, gdy usłyszał zarzut szpiegostwa na rzecz Wiednia, przeszyło go dziwne uczucie. Jakby został wciągnięty w prąd, który płynął tu od ponad wieku. Jakby jego życie zaczęło podlegać logice, którą dotąd uważał za muzealną szybę — coś do oglądania, nigdy coś, w czym się żyje.

1 Genotyp: Pełny zestaw materiału genetycznego organizmu, zapisany w DNA. Genotyp obejmuje wszystkie warianty genów, niezależnie od tego, czy przejawiają się one w wyglądzie lub zachowaniu (fenotypie).

2 156 bajtów: Wartość użyta metaforycznie. W rzeczywistości informacja w pojedynczym genie jest znacznie większa — przeciętny gen człowieka to zwykle od kilku do kilkudziesięciu tysięcy par zasad (kilka–kilkanaście kilobajtów danych). Bajty w tekście należy czytać jako skrótowe wyrażenie "minimalnej porcji informacji biologicznej".

3 Spontaniczna regeneracja: Znany w psychologii mechanizm, w którym wygaszona reakcja warunkowa pojawia się ponownie po pewnym czasie bez dodatkowego treningu. To zjawisko opisane m.in. w klasycznym warunkowaniu Pawłowa.

4 Mechaniczne zabawki / automaty: Urządzenia napędzane mechanizmami zegarowymi, popularne od XVIII w. w Europie. Projektowano je tak, by odtwarzały zaprogramowane sekwencje ruchów — od prostych figur po złożone "piszące maszyny".

5 Galicja: W rzeczywistości historyczna prowincja Austro-Węgier, istniejąca w latach 1772–1918 i obejmująca głównie południową Polskę oraz zachodnią Ukrainę. W tekście przedstawiona jako byt państwowy w alternatywnej historii.