Jakub Dudek

Godzina akademicka

· in English

10:15 Scholē. Najpierw czas wolny, dopiero potem szkoła. Arist. Met. 981b: nauki, które nie służą ani przyjemności, ani konieczności, powstały najpierw tam, gdzie ludzie mieli czas wolny. Matematyka w Egipcie, „bo tam kaście kapłańskiej pozwolono na scholē”. W.: godzina akademicka to czterdzieści pięć minut. Wykład ogłoszony na 10:00, zaczyna się 10:15. Kwadrans akademicki, o nim na końcu.

Czyli szkoła jest najpierw miejscem, w którym się nie musi, a dopiero potem miejscem, w którym się uczy. Greckie słowo mówi, że najpierw było nie-musieć, a uczenie się przyszło potem, jako to, co ludzie robią, kiedy nie muszą. To znaczy, że siedzę teraz w słowie, które oznacza brak przymusu, i mam przymus być tu do 11:00, bo lista obecności. Kapłanom pozwolono. Pozwolono, czyli ktoś inny nie miał pozwolenia, bo ktoś musiał w tym czasie zbierać zboże, żeby kapłan mógł nic nie robić i wynaleźć geometrię. Nie powiedział kto. Chłop nad Nilem. Zapisuję to, bo wykładowca tego nie powiedział, a wydaje mi się, że to jest ważniejsze od tego, co powiedział.

Pokój to kupiona nieobecność innych. Definicja robocza, mamy jej używać do końca.

10:22 Sartre, 1943. Umówiony z Pierre'em w kawiarni na 16:00, przychodzi kwadrans później. Kawiarnia pełna. Widzi brak Pierre'a. Nie widzi braku Wellingtona, chociaż Wellingtona też tam nie ma. Bergson: „nie ma” znaczy zawsze „szukałem czego innego i znalazłem to”. Brak jest własnością oczekiwania, nie świata.

Próbuję to zrozumieć na sobie. Wchodzę do tej sali i nie ma Marty. Ale w sali jest czterdzieści osób, więc w sali nie ma braku, w sali jest czterdzieści osób. Brak jest we mnie, bo Marta miała być. Gdybyśmy się nie umówili, sala byłaby po prostu pełna, tak jak jest pełna dla wszystkich, którzy na nikogo nie czekają. Czyli brak nie leży na krześle, brak leży w umowie. To znaczy dalej, że świat jest zawsze pełny, a dziurawy jest tylko ten, kto na coś czekał. To znaczy jeszcze dalej, że jeśli na nic nie czekam, nic mi nie brakuje, i to brzmi jak spokój, ale brzmi też jak koniec, bo ktoś, komu nic nie brakuje, nic też nie wymyśli, bo wymyślić coś to zauważyć, że tego nie ma. Mysz. Ktoś zauważył, że nie ma czym wskazać punktu na ekranie. Żeby to zauważyć, trzeba było czekać na coś, czego nie było, i mieć czas czekać. Kto mu płacił za czekanie.

10:31. Straciłem dziewięć minut. Woolf już jest.

Woolf. Dwa wykłady, Newnham 20 X 1928 i Girton 26 X 1928. Klub w Girton nazywał się ODTAA: One Damn Thing After Another. Teza: kobieta musi mieć pieniądze i własny pokój, jeśli chce pisać. Skąd pieniądze: ciotka Mary Beton spadła z konia w Bombaju, „kiedy wyjechała zażyć powietrza”, i zostawiła pięćset funtów rocznie na zawsze. List od notariusza przyszedł tej samej nocy, której uchwalono prawo głosu dla kobiet. „Z tych dwu rzeczy, głosu i pieniędzy, pieniądze wydawały mi się nieskończenie ważniejsze.” Obiad w kolegium męskim: sola, kuropatwy. W żeńskim: wołowina, suszone śliwki z budyniem. Nie da się dobrze myśleć bez dobrego obiadu. Judith Shakespeare: siostra, ten sam talent, nie poszła do szkoły, zero linijek. Anon, który napisał tyle wierszy, nie podpisując ich, był często kobietą.

Judith nie istniała. Woolf ją wymyśliła. Czyli zrobiła dokładnie to, co Sartre z Pierre'em: umówiła się z kimś na rok 1600, potem weszła do roku 1600 i zobaczyła, że go tam nie ma. Przed nią nikt tego braku nie widział, bo nikt nie był umówiony; półka z literaturą angielską była pełna, tak jak kawiarnia. To by znaczyło, że brak w historii trzeba najpierw wyprodukować, żeby go zobaczyć, a produkcja braku wymaga pięciuset funtów rocznie, bo kto nie jadł, patrzy na talerz. Pieniądze przyszły z Bombaju. Ktoś w Bombaju nie miał pokoju, żeby Woolf mogła zobaczyć, że Judith nie miała pokoju. I to by znaczyło, że

Z sali: a kto płaci za tę salę? W.: wrócę do tego.

10:37 Rejestr pokoi. Przepisuję tabelę z tablicy, trzy kolumny plus nazwa.

pokójkto miałkto płaciłkto zarobił
Egiptkapłanichłop nad Nilemgeometria, czyli wszyscy
Woolsthorpe 1665-66Newton, 18 miesięcyzaraza; Trinity zamkniętewszyscy po nim
Berno 1902-09Einstein, urzędnik III klasyKonfederacja Szwajcarskafizyka
Bell Labs 1947Bardeen, Brattain, Shockleyabonent AT&Twszyscy: ugoda 1956, patenty za darmo
Menlo Park 1964EngelbartARPA, podatnikApple, licencja za 40 000 $
Palo Alto 1970PARC, 3000 mil od centralibiuro płacące za kopieApple, po wizycie XII 1979
Cambridge 1928WoolfBombajliteratura
San Francisco 2015fundacjadarczyńcyspółka, od X 2025

W.: proszę spojrzeć na dwie ostatnie kolumny. Nie mają ani jednego wspólnego wiersza. Kto płaci za pokój, nie korzysta z niego. Kto korzysta, nie zapłacił. Zarabia ktoś trzeci.

Osiem razy z ośmiu. To już reguła. Sprawdzam na tej sali. Salę ma wykładowca i my. Płaci rektor, czyli budżet, czyli podatek, czyli kobieta z kasy w Żabce na rogu, która w tej chwili nie ma czasu na nic i płaci za to, że ja mam czas słuchać o Sartrze. Kto zarobi: nie ona. Nie wiadomo kto, ktoś później, ktoś, kto weźmie coś z tej sali i sprzeda to jako swoje, jak Jobs w grudniu 1979. Czyli pytanie z sali było dobre i wykładowca to wiedział, dlatego powiedział, że wróci.

Sprawdzam na sobie, bo to łatwiejsze niż na Żabce. Mam pokój. Czternaście metrów, czynsz do piątku. Mam pieniądze, z pracy, o 12:00 muszę tam być. Czyli mam obie rzeczy Woolf i płacę za nie sam, godzinami, i wtedy nie ma mnie w pokoju, bo jestem w pracy, a kiedy jestem w pokoju, nie mam już godzin. To znaczy, że kupiłem nieobecność innych. Na własną obecność nie starczyło. To chyba jest to, co wykładowca ma na myśli, a może nie ma, może to ja.

10:44 Keynes, 1930, „Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków”: za sto lat trzy godziny dziennie, „bo trzy godziny dziennie w zupełności wystarczą, żeby zadowolić starego Adama w większości z nas”. Godziny pracy rocznie, średnia OECD: 1966 w roku 1970, 1751 w 2020. Miał rację, spadły. Mark, Irvine, uwaga na jednym ekranie: 2004 dwie i pół minuty, 2012 siedemdziesiąt pięć sekund, ostatnie lata czterdzieści siedem, mediana czterdzieści. Wolne godziny przyszły. Ciągłość nie. W.: zdanie Woolf jest niekompletne od około 2004 roku. Pieniądze i pokój przestały implikować czas, bo czas przestał przychodzić w jednym kawałku.

Czyli Keynes miał rację co do godzin. Była jeszcze druga rzecz do przegrania i o niej nie wiedział. Godzina to nie jest jednostka myśli. Jednostka myśli to tyle, ile trwa jedna myśl bez przerwy, i to jest teraz czterdzieści siedem sekund, mniej niż ta uwaga na marginesie. Sprawdzam na sobie: piszę to już dłużej niż czterdzieści siedem sekund, więc jestem w tej chwili wyjątkiem od średniej, i chyba dlatego to piszę, żeby sprawdzić, jak długo umiem, i teraz nie wiem, czy piszę, bo myślę, czy myślę, bo piszę, i to jest dziura, w którą wpadam, bo jeśli myśl trwa tylko tyle, ile trwa jej zapis, to pokój Woolf nie jest pokojem, jest kartką, i pięćset funtów kupuje kartkę i czas na zapisanie jednej myśli do końca, a dziewięć minut, które straciłem o 10:22, to była właśnie taka kartka, tylko nie wiem, czy byłem wtedy w pokoju, czy poza nim, bo z zewnątrz wygląda to tak samo: człowiek, który nie notuje, i wtedy

10:58 W.: pierwszy obowiązek wykładowcy według Woolf: po godzinnym wykładzie wręczyć słuchaczom bryłkę czystej prawdy, „którą zawiniecie między kartki notesów i będziecie trzymać na kominku na zawsze”. Ona odmówiła. On też odmawia. Zamiast tego o kwadransie: przez wieki wykłady odbywały się w prywatnych pokojach profesorów, rozrzuconych po mieście. Czas mierzył zegar na wieży. Po wybiciu godziny student miał kwadrans na dojście z jednego pokoju do drugiego. Kwadrans akademicki to cena pokoju, płacona nogami. Godzina akademicka to to, co zostaje po zapłaceniu. Dziś właśnie mija. Proszę policzyć, ile razy w ciągu tych czterdziestu pięciu minut spojrzeli państwo na

Wieczorem, w pokoju.

Od Marty, która była: między 10:31 a 10:37 było o Newtonie. Zaraza, lato 1665, Cambridge zamknięte, wraca do domu do Woolsthorpe. Osiemnaście miesięcy. Rachunek różniczkowy do końca 1666. Marta zapisała: „zaraza jako płatnik”. I o Einsteinie w Bernie, urzędnik trzeciej klasy, na biurku sortownik żwiru i elektryczna maszyna do pisania, siedem lat. Zapisała: „biuro patentowe jako pokój, państwo jako ciotka”.

Nie wrócił do pytania z sali.

Spojrzałem na telefon cztery razy. Nie liczę dziewięciu minut o 10:22 i nie wiem, jak policzyć to, co urwałem o 10:58. Nie wiem, czy to były minuty w pokoju, czy poza nim. Z zeszytu tego nie widać. Z zeszytu widać tylko, że nie pisałem.