Pierwszy maj
Nie boli mnie nic od pięciu dni1
Pojebało mnie, pojebało mnie
Co się stało, co się stało mi?
Nasze ciało gnie w gorsze ciało-chlew
Nie wiedziałem, że marzenia służą do spełnienia
Mała klitka, mały ja, niania i mania2
Niania Basia, mania Chryste — zdania
Jest, że od chlania morda puchnie, milknie bania3
Jest nas dwóch, trzech, pięciu, razem ośmiu
Każdy chłopie, chłopie, typie no i gościu
Napluć na synagogę no i kościół
Chociaż rzucić petem o ten kościół4
Naćpana morda, dwie, trzy, razem cztery
Maszerują, ofi— nie, miasta mery5
Cztery, Tom i Jerry, Mary Jane i Spitfiry6
Brawo, brawo, jestem happy, very
Heetsa daj, niebieszczaka daj7
Raj na tej planecie jest, bo jest haj
Jakby go nie było, to zawsze jest „daj”
A jak słyszę „daj”, to dam, bo jest pierwszy maj8
Pojebało mnie
Komputer znowu szumi mi i tłumi serce9
Coś tam, kurwa, insert wers o byłej partnerce
Idzie ktoś tam, coś tam: zdradza i chce
Chcieć i mieć — tragikomedia rapu wre
Nikt tu za Garbarnią nie jest, bo też po co
Nocą to się stopy pocą, pełną mocą, jak jadę karocą
Tak jak już mówiłem, trochę mnie pojebało
Bo się bało, po makale i makao, i jeszcze ci mało
Jak chcesz, to tam stoi mój kolega, poddusić cię musi
Czy też może, może pojedziemy nad morze, to tak kusi
Że kolega by cię poddusił na molo w Sopocie, i po kłopocie
A ja bym nagrał o tym tracka, numer dwa, hymn Polski po Rocie10
1 Nie boli mnie nic od pięciu dni: kokainowe znieczulenie jako efekt uboczny pożądany, nie skutek uboczny. Linijka funkcjonuje jednocześnie jako diagnoza chemiczna i egzystencjalna — nie tęsknię za byłą, bo substancja tłumi receptory, ale też: nie tęsknię za byłą, kropka. Granica między tymi dwoma znaczeniami zanika, i to jest główny temat utworu.
2 Mała klitka, mały ja, niania i mania: autoportret 28-latka w Polsce 2026. „Mały ja” nie jest regresją do dzieciństwa, tylko stwierdzeniem rozmiaru dorosłego człowieka, który wciąż jest adresatem rodzinnej opieki (niania jako matka/ojciec/siostra). „Mania” to stan maniakalny, w który narrator wchodzi — nie zdrobnienie od Marianny, nie marihuana. Cztery rzeczowniki jako pełny inwentarz sytuacji życiowej: przestrzeń, ja, ten, kto się mną zajmuje, i diagnoza.
3 Niania Basia, mania Chryste — zdania / Jest, że od chlania morda puchnie, milknie bania: przerzutnia, w której „zdania” należą do „manii”: mania jest zdania, że… Podmiot zdradza wewnętrzny głos — jego własna mania mówi mu, że się rozpada. Cudzy głos wsunięty bez cudzysłowu w pierwszoosobową narrację. Technicznie trudne, bo wymaga od słuchacza cofnięcia się po przerzutni, żeby odkodować składnię.
4 Napluć na synagogę no i kościół / Chociaż rzucić petem o ten kościół: Kazimierz jako scena, antysemityzm jako obserwowany, nie podzielany nastrój. Linijka pierwsza jest cytatem mentalności otoczenia, linijka druga jest ironiczną odpowiedzią narratora: skoro już jesteście transgresyjni, bądźcie symetryczni. Krytyka antysemityzmu schowana w mimikrze — słuchacz bez kontekstu usłyszy antysemityzm, słuchacz z kontekstem usłyszy jego demaskację. Ryzykowny chwyt.
5 Maszerują, ofi— nie, miasta mery: mikrodramaturgia korekty w locie. Narrator zaczyna „oficery” (policja), zatrzymuje się, bo policja w turystycznym Krakowie jest nieobecna, i zastępuje „miasta mery” (merowie, prezydenci miasta — my, czyli naćpana ekipa, która nocą rządzi miastem, bo nikt inny tego nie robi). Anarchistyczna deklaracja w przejęzyczeniu. Zapis myśli in statu nascendi, nie gotowego sądu.
6 Cztery, Tom i Jerry, Mary Jane i Spitfiry: Tomek (Tom), Bartosz (niski, więc Jerry), marihuana (Mary Jane), samoloty nad Ukrainą i Iranem (Spitfiry). Cztery elementy wieczoru: dwie konkretne osoby, substancja, i dalekie wojny jako tło medialne. Ostatni element wybija tekst z balangowej narracji — podczas gdy my bawimy się w Krakowie, gdzieś latają myśliwce. Dysproporcja skali bez komentarza, przez samo zestawienie.
7 Heetsa daj, niebieszczaka daj: oda do krakowskiego „daj”. Nie tylko prośba o papierosa, ale zapis lokalnego etosu wzajemnej dystrybucji dóbr — kto ma, daje, bez zobowiązania zwrotu. Heets (IQOS) i niebieszczak (Camel Blue) w tej samej kieszeni to portret palacza przejściowego — między starym nałogiem a nowym urządzeniem, dwa systemy dostarczania nikotyny naraz.
8 A jak słyszę „daj”, to dam, bo jest pierwszy maj: święto pracy jako prywatne alibi. Narrator ma urlop ze swojego startupu, więc może się dzielić wszystkim, bo nie musi nic produkować. Ale linijka funkcjonuje też szerzej, wbrew intencji autora — „pierwszy maj” jako figura dowolnego dnia, który staje się powodem do rozdawania, bo jakikolwiek powód jest równie dobry. Data jako pusty znacznik.
9 Komputer znowu szumi mi i tłumi serce: Claude (lub inne AI) jako uczestnik wieczoru. Rozmowa z modelem językowym jako technika tonowania emocji, funkcjonalnie równoległa do kokainy z pierwszego wersu. Obie rzeczy pomagają nie czuć za mocno. Obie działają, obie mają koszty. Wers jest meta — tekst powstaje w tej samej rozmowie, którą opisuje, więc komputer, który szumi, jest dokładnie tym komputerem, na którym powstaje linijka.
10 A ja bym nagrał o tym tracka, numer dwa, hymn Polski po Rocie: zapowiedź drugiego utworu w cyklu jako nowego hymnu po zamachu stanu. „Rota” Konopnickiej z 1908 („Nie rzucim ziemi skąd nasz ród”) wielokrotnie proponowana jako alternatywny hymn Polski — to jest trzeci hymn, dla Polski po katastrofie politycznej, w której merowie miast to naćpana ekipa, a patriotycznym aktem jest morderstwo na sopockim molo. Koniec linii: od „nie boli mnie nic” przez Kraków, kumpli, byłą, Spitfiry, do hipotetycznego zamachu stanu i nowego hymnu. Tekst zamyka się na skali narodowej, zaczynając od skali ciała.
