Niepotrzebny sequel
Osoba, która ukształtowała mnie najbardziej, nie była osobą, która była dla mnie najłaskawsza. Trudno to powiedzieć, bo brzmi jak wyznanie złego gustu. Najłaskawsi ludzie w moim życiu przychodzili, zostawali, byli cierpliwi. Jestem im wdzięczny tak, jak jest się wdzięcznym za czystą wodę. Niezbędna, podtrzymująca życie, niemożliwa do opisania.
Ale osoba, której frazy wślizgują się do moich ust jak cudze zęby — która mówiła „to ciekawe” w sposób oznaczający „już to odrzuciłem”, a ja wciąż mówię to tak samo, z tą samą spłaszczoną ciekawością — ta osoba nie była łaskawa. Jej gust wchłonąłem tak dokładnie, że nie potrafię go oddziélić od własnego. Jej łaskawość była warunkowa, strategiczna. Myślałem, że jestem widziany. Myślałem, że jestem uczony. Może byłem. Może to nie są sprzeczności.
Byłem tym, który przychodzi po1.
Poznajesz kogoś, kto został ukształtowany przez kogoś innego. Widać to — w ich referencjach, ich kanonie, sposobie mówienia o pewnych filmach. Chodzisz po czyimś muzeum. Duch wciąż żyje, w innym mieście, nie myśląc o niczym z tego, podczas gdy ty rywalizujesz ze wspomnieniem wypolerowanym przez czas w coś, czemu nie możesz dorównać.
Intensywność jest bardziej błyszcząca z perspektywy czasu. Kłótnie stają się pasją. Zniszczenie staje się głębią. Ty, ze swoją stabilnością, swoim nudnym uporem w pojawianiu się — jesteś niepotrzebnym sequelem.
Oto wstydliwa rzecz:
Chcę być tym, który kształtuje.
Chcę zostawiać ślady. Chcę, żeby ktoś, za lata, myślał w sposób, którego go nauczyłem, i nie pamiętał skąd to ma. Chcę być duchem. Chcę nawiedzać2.
Nie krzywdzić — nie chcę nikogo krzywdzić — ale trwać. Mieć znaczenie. Być formatywnym zamiast wspierającym. Być zapamiętanym zamiast łaskawym.
Wiem, że to brzydkie. Osoba, która mnie ukształtowała, wyrządziła szkodę. Wciąż próbuję rozgryźć, które myśli są moje — które preferencje są autentyczne, a które zostały we mnie zainstalowane3 tak starannie, że nie czuję szwów, dopóki nie zaczynają swędzieć. Chcieć zrobić to komuś innemu to chcieć wyrządzić krzywdę, nawet owiniętą w język nauczania, wpływu, miłości.
A jednak teraz rozumiem, dlaczego to robili. Terror bycia zapomnianym. Bycia łaskawym i obecnym i dobrym i kompletnie niezapamiętanym. Bycia wymazanym, jak zapis na piasku.
Narcyz4 nie jest zły, bo chce być zapamiętany. Każdy tego chce. Jest zły, bo poświęca innych dla tego pragnienia.
Ale pragnienie jest uniwersalne. Pragnienie jest moje.
I oto część, której unikałem:
Piszę ten esej, bo chcę, żeby cię ukształtował. Chcę, żebyś przeczytał i myślał inaczej potem. Chcę zostawić coś w twojej głowie. Robię rzecz, którą opisuję, i udawałem, że tego nie zauważam.
Narcyz ogłasza się jako ktoś, kto widzi cię wyraźnie. Eseista ogłasza się jako ktoś badający własne wady. Obie to strategie rekrutacyjne5.
Może nie ma wyjścia na zewnątrz. Może chcieć mieć znaczenie zawsze wymaga sięgania do czyjeś głowy i przestawiania mebli. Wszyscy boimy się być niepotrzebnymi sequelami. Wszyscy chcemy mieć znaczenie i boimy się, że znaczenie wymaga szkody.
Eseista, który oferuje rozwiązania, kłamie o tym, do czego służą eseje. Nie mam rozwiązania. Mam tylko to: przyznanie, że robię rzecz, którą krytykuję, że krytyka sama jest robieniem.
Czytasz to. Coś dzieje się w twojej głowie. Nie wiem co. Nie będę tam, żeby się dowiedzieć.
To będzie musiało wystarczyć. To nie wystarcza. Ale chcieć więcej to dokładnie problem, który próbowałem opisać.
1 Ten, który przychodzi po: Następca w związku, który dziedziczy krajobraz emocjonalny ukształtowany przez poprzednika. Przybywasz do przestrzeni już umeblowanej czyimś gustem. Twoim zadaniem nie jest budować — jest mieszkać w tym, co zbudowano, i próbować nie zauważać, że tapeta nie jest twoja.
2 Nawiedzać: Trwać w czyjejś głowie po tym, jak się odszedło. Duchy nie wybierają nawiedzania; po prostu nie udało im się odejść do końca. Pragnienie nawiedzania to pragnienie znaczenia poza fizyczną obecnością — by stać się czyimś odruchem, czyimś pożyczonym wyrażeniem.
3 Zainstalowane: Jak oprogramowanie napisane przez kogoś innego, działające na twoim sprzęcie. Preferencje wydają się natywne — sięgasz po te same książki, tę samą muzykę, te same osądy — ale kod źródłowy został napisany gdzie indziej. Szwy widać dopiero, gdy próbujesz odinstalować.
4 Narcyz: Nie diagnoza kliniczna, lecz potoczny archetyp: ktoś, czyja potrzeba bycia centralnym przewyższa zdolność do troski. Sednem eseju jest to, że pragnienie narcyza nie jest unikalne — jedynie jego gotowość do poświęcenia innych.
5 Strategie rekrutacyjne: Metody wciągania ludzi w swoją orbitę. Narcyz rekrutuje przez intensywność; eseista rekrutuje przez wrażliwość. Oba tworzą intymność. Oba są występami skalibrowanymi, by wywołać określony efekt u widza.
